MAŁE MIASTECZKA. WIELKIE HISTORIE. I SPORO DZIKICH SPOTKAŃ
Czy można w jeden dzień spotkać rysia i wilka, posłuchać legend, zjeść kiełbaskę z ogniska, poznać nowych ludzi, odwiedzić kilka małych miasteczek i jeszcze wrócić do domu z przekonaniem, że… właściwie to chętnie pojechalibyśmy jeszcze raz?
Można. I właśnie tak wyglądała nasza piątkowa wyprawa „Czar małych miasteczek”.
Tym razem ruszyliśmy z Legendziarzem Mirkiem w podróż, w której natura, historia, legendy i dobry humor szły ze sobą ramię w ramię.
Pierwszy mocny punkt programu?
Dzika Zagroda.
I tutaj nie było mowy o oglądaniu przyrody z daleka. Były rysie i wilki, szukaliśmy żubrów, a przede wszystkim ludzie, którzy o tych zwierzętach potrafią opowiadać z prawdziwą pasją.
Szczególne podziękowania należą się Pani Oli, która okazała się prawdziwą skarbnicą wiedzy. Jej opowieści o wilkach, ich zachowaniu i życiu pokazały nam, jak wiele można zobaczyć i zrozumieć, kiedy za przekazywaną wiedzą stoi prawdziwa miłość do zwierząt.
Były pytania, ciekawostki, zachwyt i to charakterystyczne: „Ale one są naprawdę takie piękne!”
A potem przyszedł czas na coś, co na dobrej wycieczce jest niemal obowiązkowe – ognisko, kiełbaska i wspólny odpoczynek. Bo przecież nie samymi zabytkami człowiek żyje!
Ale „Czar małych miasteczek” to przede wszystkim opowieści, a tych mieliśmy pod dostatkiem dzięki Mirkowi – Legendziarzowi, który potrafi sprawić, że zwykły kamień, stary mur czy niepozorna uliczka nagle zaczynają mieć swoją historię.
Kalisz Pomorski odkrywał przed nami swoje legendy, ciekawostki i niezwykłe miejsca.
Był Pałac Wedlów, kościół, tajemniczy kamień szlifierski, który według legendy miał służyć do… szlifowania języków kłamcom i gburom, a także słynny Ogórek Beczuś. Tak, dobrze przeczytaliście. Ogórek. Beczuś.
Później Drawno, krasnoludki, ruiny zamku Wedlów, spichlerz, Kamień Pojednania i studnie artezyjskie. Był także Rezerwat „Grądowe Zbocze” – trochę ciszy, lasu i przyrody, która przypomina, że nie wszystko musi dziać się szybko. A na zakończenie Recz i jego średniowieczny klimat – XIV-wieczny kościół i pozostałości dawnych murów miejskich. I chyba właśnie o to chodziło w tej wycieczce.
Czar małych miasteczek nie zawiódł naszych oczekiwań.
Mieszkając i przebywając na co dzień w dużym mieście, jesteśmy przyzwyczajeni do pośpiechu, hałasu i ciągłego „gdzieś dalej”.
A tymczasem małe miasteczka zachwyciły nas swoim spokojem. Żyją trochę inaczej. Inaczej mierzą czas. Mają swoje historie, swoje legendy i swój rytm. I chyba dobrze czasem na chwilę zwolnić i to zobaczyć.
Były też nowe znajomości, dużo rozmów, śmiechu i oczywiście wspólne przeżywanie tego wszystkiego. A na koniec mamy jeszcze jedno ważne podziękowanie.
Mirku – Legendziarzu!
Dziękujemy Ci za pomysł, plan, prowadzenie i wszystkie historie, które po drodze nam opowiedziełeś. Bo możemy powiedzieć to bez najmniejszej przesady:
BEZ CIEBIE NIGDY BYŚMY TEGO NIE ZOBACZYLI!
Dziękujemy!
A Wam, drodzy uczestnicy, dziękujemy za kolejną wspólną wyprawę.
Bo Akademia Seniora to nie tylko miejsca, które odwiedzamy. To przede wszystkim ludzie, z którymi je odkrywamy.
Do zobaczenia na kolejnej trasie!

Podobne wpisy